"To Twoja wina!" O roli kozła ofiarnego w rodzinie dysfunkcyjnej
- Patrycja Pyszny-Pająk
- 21 lip
- 6 minut(y) czytania

Kiedy w rodzinie coś się psuło — to przez Ciebie.
Kiedy ktoś kłamał — kłamałaś Ty.
Kiedy ktoś coś zawalił — to Ty zawaliłaś.
A kiedy atmosfera była zła — to Twoja wina, że jesteś taka głośna, taka trudna, taka wymagająca.
"Moje życie było piękne. Ale potem urodziłaś się Ty."
Jeśli to zdanie coś w Tobie poruszyło — ten tekst jest dla Ciebie.
Rola kozła ofiarnego
W każdej rodzinie, która nie funkcjonuje prawidłowo — jest w niej uzależnienie, przemoc, emocjonalne zaniedbanie — system rodzinny potrzebuje równowagi. I nie mówimy tu o zdrowej równowadze. Lecz takiej, która pozwala wszystkim trwać w złudzeniu, że wszystko jest w miarę w porządku. Do utrzymania tej chwiejnej i dyskusyjnej równowagi potrzebny jest ktoś, na kogo można zrzucić całe rodzinne szambo.
Kojarzysz te filmy kryminalne, w których system sprawiedliwości potrzebuje wykazać, że złapał przestępcę i uznaje winnym kogoś, kto winny nie jest, ale pasuje? Tak jest łatwiej dla systemu - sprawa jest załatwiona i można ją zamknąć. Tu jest podobnie.
Kozioł ofiarny to rola, którą córka dostaje. Nie, nie ma tu opcji wyboru. To ona staje się siedliskiem zła, w którym "koncentruje się" każdy problem rodziny.
Słyszy często:
„Ty jesteś powodem, dla którego piję.”.
„Ty jesteś przyczyną kłótni.”.
„Ty jesteś tą, przez którą ta rodzina nie funkcjonuje tak, jak powinna”.
„Nie wystarczasz, niszczysz wizerunek tej rodziny." (i tak już wątpliwy, ale o tym się przecież w rodzinie nie mówi)
Dostaje niemożliwe do spełnienia wymagania. Inne niż rodzeństwo. Jest stawiana jako negatywny przykład dla rodzeństwa, żeby oni tak nie robili.
Dostaje też granice, które ciągle się przesuwają. Standardy, których nigdy nie może doścignąć — bo to nie o standardy w jej roli chodzi. Standardy są tu tylko zabiegiem.
W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby zawsze były ciut za wysokie. Nie do doskoczenia. Wtedy zawsze można córkę obarczyć winą, która zawiera się w niszczącym przekazie:
"Nie jesteś wystarczająco dobra/ mądra/ piękna/ zorganizowana/ utalentowana dla tej rodziny. Ale próbuj dalej."I próbujesz. Całymi latami.
Rodzina, która nie jest zdrowa potrzebuje kozła ofiarnego
Bo rodzina to system, choć rzadko tak o nim myślimy.
Chłodny, sprawny i bardzo skuteczny, który służy lub ma służyć konkretnym celom. W rodzinach, które zdrowe nie są:
Odciąga uwagę od prawdziwych problemów.
Od nieszczęśliwego małżeństwa. Od uzależnienia. Od przemocy. Od braku więzi. Dopóki wszyscy skupiają się na tym, co znowu Ty zawaliłaś — nikt nie patrzy na to, co naprawdę się dzieje.
Daje rodzicom poczucie niewinności.
Gdy córka jest problemem — rodzic jest ofiarą. Niesprawiedliwie stygmatyzowanym przez własne dziecko, które "wymyśla", "przesadza", "zawsze musi wbić szpilkę tam, gdzie nie trzeba."
Stanowi antyprzykład dla rodzeństwa.
"Patrz, jak ona to robi źle. Jak ona skończyła. Ty też tak chcesz?"
Normalizuje chaos.
Gdy jeden członek rodziny jest "tym złym" — reszta może czuć się względnie normalnie (jestem OK, a przynajmniej bezpieczna). Względnie dobra. Względnie zdrowa. Kozioł ofiarny jest kontrastem, przy którym wszyscy inni mogą odetchnąć, że nie są jednak tacy źli. I nie na nich koncentruje się nienawiść rodzica.
I tak córki rosną. Wierząc, że są problemem. Czasem idąc tym tropem, z ogromny bagażem fałszywych przekonań - faktycznie wpadają w tarapaty, radzą sobie używkami lub na inne sposoby. Jak w samospełniającej się przepowiedni.
Czego doświadczałaś jako córka wepchnięta w rolę kozła ofiarnego?
Modne ostatnio słowo, lecz określa bardzo groźne zjawisko - gaslighting.
Mogłaś słyszeć, że to, co widzisz — nie istniało. Coś czułaś — przesadzasz.
Twoje doświadczenie, spostrzeżenia były lub są wymyślone albo przerysowane.
Trauma zdrady.
Osoby, które miały kochać Cię bezwarunkowo — używały Cię do swoich celów. Nauczyłaś się więc, że jakakolwiek miłość ma swoje wymagania do spełnienia i wymaga ogromu pracy z Twojej strony. I dopiero wtedy - być może - zasłużysz.
Cały trik polega na tym, że prawdopodobnie nigdy nie zasługiwałaś wystarczająco. A wszystko zależało od humoru rodzica.
Ciągła czujność, czyli praca i przetwarzanie informacji bez odpoczynku.
Możliwe, że nauczyłaś się czytać nastroje otoczenia, zanim ktoś zdążył otworzyć usta. Nauczyłaś się przewidywać punkty zapalne, ewentualne katastrofy, żeby ich uniknąć. Nawet jeśli miałabyś zrezygnować z siebie.
Możliwe też, że nauczyłaś się, że Twoim zadaniem jest nie dopuścić do tego, by coś poszło nie tak - bo jeśli pójdzie, czyja to będzie wina?
Obwinianie siebie za wszystko.
Kiedy cały system w którym żyjesz odkąd jesteś małym nie do końca świadomym świata dzieckiem mówi Ci, że jesteś czemuś winna - zwyczajnie w to wierzysz.
A winili Cię najprawdopodobniej za wszystko.
Nie tylko za to, co zrobiłaś. Także za to, co zrobiło rodzeństwo. Za to, co się wydarzyło niezależnie od Ciebie. Za uczucia innych ludzi. Za ich nastroje, ich decyzje, ich życie.
Na kogoś w końcu można było wylać swoje frustracje i poczucie nieszczęścia, które dorośli sami sobie zafundowali.
Dorosła kobieta często myśli, że zostawiła tę dziewczynkę w dzieciństwie
Szczególnie, jeśli wyprowadziła się z domu rodzinnego. Myśli, że nareszcie się sie uwolniła. I tak, zgadza się - ale tylko jedna część tej myśli.
Ta dziewczynka została w dzieciństwie i jednocześnie poszła z Tobą w dorosły świat.
Rola kozła ofiarnego nie znika, gdy opuściłaś dom rodzinny. Ona po prostu chwilowo złapała oddech.
Wersja pierwsza w dorosłości — Buntowniczka
Ma wymagającego szefa. Poczuła się niesprawiedliwie potraktowana na spotkaniu.
I coś się w niej "odpaliło" — nieproporcjonalnie do sytuacji, ale z całą siłą tego, co zbierała przez lata.
Rzuca pasywno-agresywnymi komentarzami. Podważa autorytety. Walczy — czasem za siebie, czasem za innych, którzy wcale o to nie prosili.
Spodziewa się hipokryzji, bo jest na nią wyczulona — i słusznie. Przez lata była jej ofiarą. Szef może być rzeczywiście trudny. Ale w tej chwili ona walczy nie tylko z nim. Walczy z tym, z czym nie mogła walczyć kiedyś. Latami niesprawiedliwie traktowana, obwiniana i upokarzana dziewczynka wybuchła w dorosłej wersji życia.
Wersja druga w dorosłości — Spolegliwa
Ten sam szef, to samo spotkanie. Ale ona przyjmuje wszystkie uwagi bez słowa. Wykonuje więcej niż może. Poświęca więcej niż ma. Przyjmuje winę za niepowodzenia, które nie są jej. Merzy się z syndromem oszusta (ktoś odkryje, że ona jednak nie zasługuje i nie jest wcale taka dobra w tym co robi) — i jest przekonana, że sama go sobie wyhodowała.
Nie widzi, że to wzorzec stary jak jej dzieciństwo, który mówi: "oddaj wszystko, włącznie ze swoją godnością - może wtedy będziesz wystarczająca".
Obie wersje mają pewną rzecz wspólną. Zmysły za bardzo wyostrzone na sygnały, które potwierdzają poczucie, że coś jest nie tak — zanim jeszcze cokolwiek się stanie. A potem ta znajoma myśl, gdy w końcu się dzieje: "Wiedziałam! Spodziewałam się tego."
I nic dziwnego. Całe życie ćwiczyłaś wewnętrzny radar do przewidywania najgorszego.
To nie była Twoja wina. To naprawdę nie była Twoja wina.
Żadna z tych rzeczy.
Byłaś dzieckiem. Miałaś prawo do głośnej zabawy, do błędów, do kłopotów i do tego, żeby ktoś dorosły je rozwiązał.
Miałaś też prawo do opieki, bezpieczeństwa, do tego, żeby Twoje potrzeby były widziane i zaspokajane.
Rodzic, który robi dziką awanturę, bo dziecko jest głośne w zabawie — i tłumaczy to swoim stanem psychicznym, swoimi problemami, swoim nastrojem — ten rodzic wcisnął Ci odpowiedzialność za rzeczy, które nigdy nie należały do dziecka. Dorosły jest dorosłym, dlatego że ma, a przynajmniej powinien mieć wszystkie potrzebne zasoby, żeby rozwiązywać swoje własne problemy. To rodzic miał być czuły na Twoje potrzeby – nie odwrotnie.
Rola kozła ofiarnego nie została Ci wepchnięta dlatego, że coś od początku było z Tobą nie tak. Powstała, ponieważ system rodzinny potrzebował jakiegoś tematu zastępczego. Kogoś, na kogo mógł wylać całe swoje szambo, żeby czuć się lepiej.
I wybrał Ciebie.
Zostałaś w nim zwyczajnie użyta.
A dziś jako dorosła kobieta, możesz się z tym systemem rozliczyć i naprawdę zostawić, go za sobą z całym jego szambem.
Dorosła kobieta przeciera oczy
Zobaczenie wzorca i zachowań, nazwanie ich jest pierwszym krokiem do nowego rozdziału. I zostawmy te okropne określenia: "mojej wadliwości" albo "trudnego charakteru".
Zobacz w pełni tę niewdzięczną rolę, którą dostałaś – jak niskoopłacana aktorka w teatrze, która godzi się na zbyt wiele. Tylko, że tym teatrem było Twoje życie i życie rodziny, w której się wychowałaś.
I wiedząc o tym, możesz ją — powoli, w swoim tempie — zacząć odkładać.
Zacznij od obserwacji.
Kiedy w dorosłym życiu uruchamia się w Tobie stara reakcja?
Co ją odpala — sytuacja, słowo, ton głosu, czyjaś mina?
Zadaj sobie pytania:
— Co konkretnie mnie tak poruszyło/ odpaliło?
— Jak zareagowałam?
— Jak chcę reagować?
— Jaka sytuacja z przeszłości mi się kojarzy?
I na koniec napisz dla siebie zdanie, które być może nigdy wcześniej nie padło w Twoją stronę:
"Byłam dzieckiem. To ja wymagałam opieki. To była odpowiedzialność moich rodziców, żeby mi ją zapewnić i rozwiązywać problemy. To była ich odpowiedzialność — nie moja."
Czy chciałabyś swojemu lub jakiemukolwiek dziecku tak ubliżać?
Chciałabyś dziecko – mające kilka lub kilkanaście lat – tak porzucić życiowo ze słowami „To wszystko Twoja wina, miałaś to rozwiązać za mnie!”?
Zdanie, które Ci zaproponowałam może być trudne do napisania i wypowiedzenia.
Może wywołać w Tobie burzę uczuć. Otworzyć to, co jest niezagojoną raną.
Ale wiesz, co to oznacza? Że jest dla Ciebie w jakiś sposób prawdziwe.
Rola kozła ofiarnego zostawia konkretne ślady na duszy
Niskie poczucie własnej wartości.
Głębokie poczucie skrzywdzenia i niesprawiedliwości.
Trudność z wyznaczaniem granic.
Godzenie się na wszystki albo nieustającą potrzebę walki.
Zostawia też wzorce związane z relacjami, które często się powtarzają, a raczej odtwarzają to, co tak dobrze znane.
Zostawia, a raczej wykształca także coś innego, czego wiele kobiet DDA/DDD nie widzi w sobie przez długie lata
Ogromną siłę.
Odporność.
Inteligencję emocjonalną, która powstała z konieczności — bo musiałaś rozumieć innych, zanim oni rozumieli siebie, jeśli kiedykolwiek to nastapiło.
Ta siła bywa ciężarem.
Ale może stać się jednym z Twoich zdrowych fundamentów. Gdy już nauczysz się jej używać dla siebie.
Tylko dla siebie.




Komentarze