Analizowanie problemu w Tobie to podstawa do rozwiązania?

Ja też słyszałam, że świadomość i analiza to połowa sukcesu. A moja głowa była o tym wręcz przekonana.
O ile w prowadzeniu projektów, pracy, wielu różnych kwestiach analizowanie, synteza informacji i wnioskowanie, faktycznie są kluczowe - to nie zdaje to w ogóle egzaminu, gdy w grę wchodzą Twoje głebokie wzorce i skrypty emocjonalne lub relacyjne.
Neurobiologia wyraźnie odpowiada na to pytanie.
Ale nie chodzi tutaj o naukowe wykłady. W skrócie i w bardzo przystępnych słowach: kiedy mamy nasz skrypt zapisany w ciele i układzie nerwowym, odpala się on zupełnie nieświadomie. A nawet, gdy jesteśmy świadomi, że się odpalił, jeśli nie mamy narzedzi, aby coś z nim zrobić, stajemy się obserwatorami naszych reakcji. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o reakcji walcz, uciekaj, zamróź się - jakże popularnej wśród dorosłych jako: "nic mi się nie chce, jestem ciągle zmęczona, mam ochotę tylko zostać w łóżku" (nikt mnie nie kocha, nie lubi i chcę się już schować).
Przykład? On skończył pracę, wraca do domu. Ty masz jakiś ważny temat dotyczący Was zawierający słowo "emocje" i "czuję". A on mówi: "Daj spokój, znowu chcesz to wałkować (czytaj: emocje i tematy ważne dla Ciebie). Chcę iść na piwo z kolegami/położyć się przed TV albo na siłkę (czytaj: zrelaksować się)". A Ty słyszysz: "Nie chce mi się Ciebie słuchać. Jesteś nudna. Wolę kumpli i piwo od Ciebie. Nie jesteś dla mnie ważna. Chcę już stąd uciec. Mam nasz związek za nic". I tu Twoje emocje wchodzą na główny plan, skrypt się odpala na całego. Bardzo możliwe, że jeszcze się trzymasz, żeby nie wybuchnąć pretensjami, goryczą, ale już sporej części Waszego dialogu możesz nie słyszeć. Czujesz tylko jak gorąca fala wkurzenia, frustracji i żółci wzbiera wewnątrz, a w głowie lecą epitety i oskarżenia pod adresem mężczyzny, który ma być Twoim partnerem i ma Cię, cholera, słuchać kiedy mówisz o tak powaznych sprawach.
I teraz, scenariusze mogą być różne. Może być tak, że macie już swój utarty schemat komunikacji. Albo On faktycznie woli kumpli, bo jego nie relaksuje rozmowa "o Was" lub bieżących tematach uczuciowych. Albo jest tak, że On jest tak zwanym panem Cześkiem (zaczerpnęłam go z fantastycznej książki Pani Kasi Miller), który śmieci wyniesie, babę przytuli, zrobi obiad i dzieci ogarnie, ale w rozmowy o emocjach to On - ni hu hu - nie potrafi.
Jego analizować nie będę, lecz mówię o Tobie w tej dynamice i z tym skryptem.
Bo Ty już nie jesteś tutaj, lecz w zranieniach, w małości, w poczuciu, że Cię lekceważą, nie szanują... Odpalił się cały łańcuch reakcji w ciele z jakiejś poprzedniej relacji lub z dawien dawna. On już zbiera żniwo w Twoim umyśle i układzie nerowowym, a to, co go uruchomiło było jednym zdaniem. Tak, jednym zdaniem. Może On mógł odmówić, może mógł powiedzieć ładniej, ale coś się uruchomiło. I ostatecznie zrobiłaś mu awanturę wygarniając na czym świat stoi, albo się zamknęłaś w swoim żalu i rozgoryczeniu. I tylko wcale-nie-obrażona mruczysz, tak jak my umiemy w relacjach: "Jak tak to dobrze. O nic mi już nie chodzi, idź skoro tak wolisz".
On jest zmęczony. Nie ma pojęcia. Nie ogarnia. Na samą myśl o rozmowie zwija się w kłębek.
Ty ogarniasz, nawet widzisz swoje reakcje. Pewnie je analizujesz i wyciągasz wnioski, ale trudno jest zapanować nad sobą w tej konkretnej chwili, a jeszcze trudniej podejść do takiej wymiany zdań ze spokojem.
O co tu chodzi?
Nasz umysł i ciało zapisało sobie na twardym dysku pewne reakcje i informacje,
które były kluczowe do naszego przetrwania w okresie, gdy byliśmy bezbronni - jako dzieci. Teraz uruchamia je w momentach, które przypominają te stare sytuacje. To są tak zwane (i bardzo ostatecznie brzmiące) nie zakończone sprawy. Emocjonalne duchy naszej przeszłości, z którymi nie dokończyłyśmy spraw tak, jak potrzebowałyśmy lub pragnęłyśmy.
Bo w relacjach, które mają dla nas znaczenie chodzi przecież o miłość, oddanie, przynależność, zaspokojenie potrzeb lub pragnień.
Może być tak, że jako dziecko lub dorosła osoba w relacji doświadczałyśmy tych sytuacji niezaspokajania/zagrożenia/niekochania - duchów przeszłości - często, albo niemal nieustannie, nasz wewnętrzny system uznał to za normalność i postanowił cały czas wydatkować energię umysłu i ciała, by sprawdzać co się dzieje.
Dziś może być tak, że z powodu tych skryptów uzależniamy swoje dobre samopoczucie od kogoś innego, przyciągamy "trudnych" partnerów, niedostępnych emocjonalnie mruków, uzależnionych lekkoduchów lub typów "spod ciemnej gwiazdy". Może w przeszłości ktoś był dla Ciebie nieustannym zagrożeniem i musiałać czuwać cały czas, by się chronić, musiałaś uważać na każde słowo i ruch. A może ktoś w domu był chory i jego funckjonowanie zakłócało Twoje życie i bardzo głęboko wpływało na to, jak sama funkcjonowałaś.
To są właśnie niedokończone sprawy, które niesiemy.
W nawiązywaniu relacji i w samych relacjach potrafią nam niesamowicie uprzykrzyć życie i dobre związki. Czasem nawet potencjał na dobry związek jest, lecz duchy przeszłości zadymiają nam teraźniejszość i potencjał się rozmywa.
Ważne jest jedno: skrypty są głębokie, ale można je z powodzeniem zmienić.
Analiza sytuacji i intelekt bardzo nam się przydadzą
Aby w końcu zrozumieć skąd się bierze nasz skrypt, sposób rozmowy i funkcjonowania, ale do prawdziwej pełnej zmiany najpierw trzeba zadbać o inną część. I tu na arenie pojawia się układ nerwowy i ciało. One reagują szybciej niż intelekt.
Nasz układ nerwowy "odpala" się, ponieważ przeszedł trening. Gdy mówimy o nieustannej krytyce w dzieciństwie, zawstydzaniu, upokarzaniu czyli zaledwie kilku elementach przemocy psychicznej, przemocy fizycznej, zaniedbaniu, uzależenieniu lub chorobach przewlekłych, również psychicznych - mówimy o tym, co znacząco na Ciebie wpłynęło lub mogło wpłynąć. To trening - oparty na emocjach, zapisywany w reakcjach i odruchach. Znasz dzieci, które były bite? Kiedy kątem oka widzą szybko unoszącą się rękę, jeszcze długo w życiu zachowują odruch uchylania się od uderzenia. To właśnie jest trening.
Twój układ nerwowy nie potrafi czasem aż tak dosadnie pokazać jakiemu treningowi podlegał. Niemniej podlegał. Jeśli wychowałaś się w domu, w którym panował chaos, dziś możesz żyć w napięciu i lęku. Ale ponieważ nie do końca masz porównanie z "normą", możesz uznać, że Twój stan napięcia jest dość naturalny. "Po prostu tak masz". Nic bardziej mylnego. A wiesz co jest konsekewncją tych stanów? Choroby, fibromialgie, bóle niewiadomego pochodzenia, migreny i wiele wiele innych.
Dlatego zachęcam Cię dzisiaj,
żebyś wykonała ćwiczenie, które mnie doprowadzało do zniecierpliwienia i frustracji, gdy sama zaczynałam z nim pracować :) Nie zabrzmiało jak świetna rekomendacja, prawda?
Piszę to dlatego, że prawie każda kobieta, z którą rozmawiałam w początkowych dwóch tygodniach odczuwała podobnie.
To ćwiczenie, które w łatwy sposób pomoże Ci doświadczyć, co oznacza spięty i rozluźniony mięsień. Pozwala odpocząć, gdy już przetrwasz fazę zniecierpliwienia i poczucia marnowanego czasu (bo przecież czas, w którym nie jesteśmy super produktywne non-stop, pozwalamy sobie po prostu być to .... jakaś koszmarna strata czasu, prawda? ;)).
Gorąco polecam Ci wykonać to ćwiczenie, gdy będziesz miała oddech od domowników. Nic nie zakłóci Ci czasu z nim.
Nie mam żadnych korzyści z polecenia tego konkretnego filmu. Po prostu na mnie zadziałał akurat ten https://www.youtube.com/watch?v=MF67OhG9Skk
Pamiętaj, że nie chodzi o to, abyś ćwiczenie zrobiła "dobrze", albo idealnie. Nie od razu będziesz potrafiła ze sobą pracować. Poczujesz zniecierpliwienie, poczujesz wkurzenie, frustrację, będziesz chciała nim rąbnąć w kąt.
I jak Ci się słuchało? :)




Komentarze